Piszę do Ciebie ten list odkąd po raz pierwszy zapukałaś do mnie śmiałym pytaniem. Piszę go przez pierwsze zdziwione dotyki, słowa niebaczne, szeptane tajemnice i dzień, w którym dotarło do mnie, że Cię pokochałem. Ująłem pióro, nim pojąłem, kim jesteś i kim się stajesz. Z początku nieśmiało, ze strachem i obawą zaglądałem w przyszłość, nazywając dni następne Twoim imieniem, potem w szaleństwie nazwałem Cię domem. Nadałem imię temu, czego nazwać nikt dotąd nie umiał. Odkryłaś mnie sobą. Odszukałaś mnie dla nas i dla mnie samego, po to, by zabrać siebie stąd, skąd już zniknąć nie możesz. Widziałem jak w cień odchodzisz, pozostawiając dom nasz we mnie.
Ciało zdradziło mnie, niszczeje, zdaje się być starcze prawie, ty jednak wciąż na ganku w sukience szytej wiatrem wpatrujesz się w ocean. Wiem, to było we śnie, wiem nie umiem przyjść, wesprzeć się na Tobie. Co rano wmawiam sobie, że nie tego chcę dla Ciebie, powoli schodząc w ciemność i drogi bez powrotu. Uśmiech twój nieśmiały wciąż znajdują moje oczy i zmarszczek ukochanych cienkie linie, uśmiechem tym do życia obudzone. Dom z sobą niosę, w domu zaś krzesła, aksamitem wspomnień wyściełane. Jeden kawy łyk podzielił nasze drogi, w jednym niebyciu jutro się zamknęło.
Z drogi
luty 26, 2007 autor: smutas

:)
Droga, a przy drodze kamień z kieszonką;) Witaj Bazylio.
Przysiadłam przy tej drodze z uśmiechem na ustach.
Juz wiem – tu odpocznę:-)
Kasiu to jest droga na polskiej górze Tabor. Witaj smętnie;))
Kamienie lubią być otulone, może to być czyjaś dłoń, myślę, że im także bardzo dobrze w wodzie. Mokre kamienie są szczególnie piękne. Czasami wystarcza im przytulenie do innych kamieni. U mnie kamień zielony, taki jak łza, tuli się do cudnego kamyczka jak pestka, jest jeszcze taki przez który rzemień można przeciągnąć, niemozliwe ? kto nie wierzy w cuda nie rozumie kamieni.
Kto tu zabłądzi może tez posmęcić ?
:)
Tak to już jest, z listami i kamieniami. Listy tulą się do słów i oczu, kamienie do siebie i rzemieni. Nie zakłądaj zielonego, przyniesie pecha;) Ten z dziurką na rzemień…hmm pewnie ktoś tęskni za nim. Taka pustka w kamieniu musi mieć swojego właściciela:)
Wydaje mi się czy smęce?
Za mało owego smęcenia …. za mało:-)
Wypatrują Cie wszędzie
idą po śladach
oddech tracą
cierpliwością zmęczeni
smutno wpatrują się w niebo.
Wracasz?
Jestem błądzącym podróznikiem, trudno mi rozmawiać z samą sobą i być ze soba szczerą, uwielbiam kązdą drogę przy której jest kamień, nie zakładam zielonych kamieni…chciałabym tu czasami głos zabrać…czasmi być milczącym świadkiem…
Dobrze mi z Twoimi czasami Bazylio.
Szczególnie gdy czas wiosenny ;)
jesienny czas…
jesienny czas…
jesteś
to dobrze
Śniło mi się, że dostałem list od Ciebie. Oszołomił mnie ten fakt, rozzłościł i uszczęśliwił. Rano, kiedy się obudziłem, znów musiałem sobie powtarzać, że to się „teraz” nie uda, że to fatalny moment. Oszołomienie razem ze szczęściem znikło, złość została, na siebie.
Ciągną mnie do Pragi, nie pojadę, chociaż siedzę na walizkach. Chcę zabrać myśl o Tobie w miejsca, o których marzyłem. Pojadę zweryfikować i pobudzić wyobraźnię. Często ostatnio mówię „chcę”, egoistycznie, egocentrycznie, prawie narcystycznie. Nie mam sobie tego za złe, nie „chcę” mieć.
Poprawiłem słowa „o nas, nie o nas”. Zmieniłem zakończenie, teraz kończy się dobrze. Historie powinny mieć szczęśliwe zakończenia, albo udawać, że takie właśnie mają. Pamiętasz:
„- Zapewniam państwa, że uruchomiliśmy nasze…
- Tomeczku zabierz mnie stąd… – powiedziała cicho.
- Co? – nie usłyszał przez bulgoczący w nim gniew.
- Zabierz mnie stąd.
Pomógł jej wstać, objął ramieniem, kruchą i wrażliwą na każdy nieprzyjazny dźwięk, natychmiast zapominając o policjancie bąkającym coś niezrozumiale.
Świat za drzwiami posterunku otworzył się szarością przedświtu nie odbierał nadziei czeluścią nocy, ani nie kaleczył ostrym słońcem dnia, miłosiernie pozostawał w cieniu niezdecydowania. Zasnęła w aucie ciężkim, mocnym snem…”
Taki zawsze chciałem być przy Tobie – mocny. Taki byłem, chyba…
Powiedzieli, że czyta się to jak sensacyjny harlequin, ale nie powinienem podpisywać tego swoim nazwiskiem:
- Może jako Rozalin, albo Mandy Faulkner najlepiej, ewentualnie Follett. Imiona bohaterów też można by było zmienić, na „obce”. Nazwisko przyciąga czytelnika, a moje takie jakieś…
Chyba kicham na to, co jest „obce”, a William’a za bardzo cenię żeby go brukać oszustwem, bo to oszustwo prawda?
Z topniejącymi procentami kicham na coraz więcej rzeczy, na innych zaczyna mi zależeć coraz bardziej.
Mówiłem już że bardzo cię kocham? Między innymi za to, że jesteś.
wiem