Ty musisz nosić wielki smutek w sercu. - Zatrzymało mnie to zdanie rzucone nieoczekiwane w trakcie rozmowy, przez w zasadzie obcą osobę. Rozdrażniło mnie, przestraszyło swoją bezpośredniością. Nie lubię, kiedy podchodzi się do mnie tak blisko zdaniem oznajmującym, wolę te zakończone znakiem zapytania, one pozostawiają mi pewien wybór. To, że zazwyczaj nie odpowiadam jest zupełnie inną sprawą. Przyzwyczaiłem się do samotności świata poukładanego we mnie w dźwięki i barwy. Słowa są produktem ubocznym, odpadem, żałosną próbą dialogu. Monologi pozostawiam spotkanym przygodnie mówcom, wychodzą im znakomicie.
Nie wiem, co jest takiego we mnie, że przyciągam połamane nieszczęściem kobiece życiorysy, półpijane zwierzenia sfrustrowanych, żonatych męczenników. Nie wiem skąd taka wiara, że je zrozumiem! Nie jestem chodzącym gabinetem dyżurnego terapeuty, ani konfesjonałem gwarantującym anonimowość. Nie potrafię nikomu pomóc, sam sobie nie potrafię. Nikogo to jednak nie obchodzi, przerzucają gruz ze swojego ogródka wprost do mojego plecaka, a ja słucham. Przejmuję się, bo nie potrafię pozostać obojętnym. Pozwalam wyssać z siebie nadzieję, której tak żałośnie mało pozostaje dla mnie samego. Potem odchodzą lżejsi nie pamiętając, już po chwili, dlaczego. Zapominają, że ich ulga ma twarz, wpierdalają się przede mnie w kolejkę do kasy, drą się i stukają w czoło wymuszając pierwszeństwo na skrzyżowaniu, albo wpychają na barierkę bezmyślnie wyprzedzając na autostradzie. Mimo to lubię ludzi, wierzę głęboko w ich nieograniczone możliwości, siłę, jaką daje pewność w to, że marzenia mogą się spełnić, także te z pozoru nierealne, dobroć i wrażliwość drzemiącą w każdym człowieku. Wierzę w świat inny, niż ten od pierwszego do pierwszego, a smutek… Smutek jest miarą moich klęsk i tęsknoty. Wiara, bowiem jest tworem niezależnym, bez odniesienia do nagromadzonych doświadczeń.
Paradoks, jak można wierzyć w innych nie wierząc w siebie? No to jest kurde właśnie wiara – paradoks. Wprost proporcjonalny do akceptacji zadyszki, jaka mnie chwyta między piętrami, kiedy niosę byle jaki ciężar. Kołatania szamoczącego się serca między chciwie chwytanymi oddechami i natrętnej myśli, że to Ty jesteś moim największym niespełnieniem. Wiem to, nie mogąc zapomnieć. Piszę, więc do i dla Ciebie z Twojego powodu…
Smutek?
marzec 28, 2007 autor: smutas

” Lubie ten smutek, który przyczyny nie ma
ale sie snuje za mną wszędzie
niby cień cienia
zanim w piosenkę się nie zmieni…
Wszystko to zbieram i chowam gdzieś w kieszeni serca
by najpiekniej zapamiętać…
Lubię ten smutek, ktory przyczyny nie ma
ale wciaż każe za czymś tęsknić
bo gdy się zjawia
gdy dam mu dojść do słowa
czasem w poezję się zamienia.
S.Krajewski
List do L.
Niech Pani na mnie nie patrzy,
I czasu stygnącego we mnie nie widzi,
Mogłoby nieostrożną myślą „odchodzi”
Zatruć smutkiem wiosenne uśmiechy,
Dla pani wciąż przy sobie je noszę.
Nie, niech pani wzroku nie odwraca,
Niech pani tylko poskromi dalekie spojrzenia,
Bo zbyt pośpiesznie nimi w jutro sięgając,
Nadzieja ze mną w przeszłych obrazach może zastygnąć.
Ona przecież nie mną, pomimo raczej, wbrew,
Chociaż w mój uśmiech strojna.
Kasiu ładna ta piosenka, chociaż za Sewerynem nie przepadam :-)
Rozkrzyczała mi sie wiosna
śpiewem ptaków
nienagannie świeża…
Obiecuję więcej nie śpiewać.
…enter to my world…