Pani tak rozpustnie patrzy na mnie,
Wargi końcem języka głaszcze.
Rozchyla je, wilgotne, błyszczące,
Bez dwuznaczności, dosłowne.
Pewna pokusy przede mną roztoczonej,
Zafalowała z niecierpliwości pani pierś.
Dla siebie jednak masz to ciało roztańczone,
Swoim obrazem rozbudza pani w sobie chuć.
Niechże, więc bierze pani, to co swoje
I to, w czym rodzi się tak jawna chęć,
Bo to tylko jedno z nas, nie dwoje.
Bez wzajemmności, ośmieliłbym się rzec.
Nim dym mnie schowa za zasłoną swoją,
Nim zdąży pani smutek zamienić w wstręt,
Niech idzie pani swoją drogą,
Ośmielam się raz jeszcze rzec.
Lubieżna gawęda
maj 23, 2007 autor: smutas

Walczę z chęcią skasowania tej beznadziei…
Co mi tam, niech zostanie, dla przykładu jak pisać nie należy.
Niektórzy powinni sobie palce przysiąść i myśl na czymś innym skupić , by to czym się dzielą nawet pod wpływem chwili , na zawsze ofiarowane zostało:] rzeklam lekko zdegustowana , aczkolwiek szanująca decyzję:]
Okrutny…. :P
Pani zawróciła się na pięcie i odeszła w siną dal, łzy w samotności połykając…I nigdy nie wróciła.
Ta pani była z tych, które zdobywają, by posiadać. Jak już posiądą to się odwracają i zapominają. Prosiłbym pani nie żałować, tak jak się nie żałuje drania w męskiej skórze.
I nie żal ci owych spojrzeń powłóczystych, ust karminowych, marzeń utopionych w oczach? Tak z ręką na sercu, nic a nic, nie jest Ci żal? Nie wierzę… ;-)
Żal juz jest , teraz pozostaje zachowanie dla siebie odrobiny komfortu jakim jest powiedzenie “dosyć tego”.
Kasiu, gorąco było tylko przez chwilę, tę pierwszą;)
Z ręką na sercu: było to przykre i smutne, zobaczyłem w sobie tylko samca w niej tylko samicę, a to stanowczo za mało jak na ludzi.
Z drugiej strony, przecież jestem samcem. Taki lew, dajmy na to… Gorzej jak zobaczyła we mnie surykatkę;-)
Zachowaj tę pierwszą chwilę w dobrej pamięci…