Czasami bywa tak, że by się chciało. Nie wiadomo, co dokładnie, ale się chce. Bez jakiejś chciwości czy pazerności, ale z niedosytu. Na dobrą sprawę ten niedosyt też nie wiadomo, czego dotyczy, jest po prostu, tak jak i to chcenie. Taki niepokój, co nie pozwala zniknąć między stronicami czytanej właśnie książki, skupić się nad tu i teraz, albo jasnym wzrokiem spojrzeć w przyszłość. Siadam wtedy w fotelu, by zaraz z niego wstać, podchodzę do okna, by móc od niego się odwrócić. Gdzieś tam w środku krąży cień. Uchwycić się jednak nie daje w żaden sposób. Mami jakąś prawdą, czy przesłaniem wiekopomnym i gniecie, drażniąc niemocą. Najgorsze jest to, że nic wtedy nie mogę, ani pisać, ani mówić z sensem, ani nawet o byle czym nie chcę gadać, bo to niby coś istotnego jednak jest we mnie, tylko tajemnicą spowite… Jak inteligencja całunem, że jest, a jednak taka niewyraźna, iluzoryczna.
Najłatwiej podczas takich chwil jest utonąć w niespełnieniach, tęsknotach, sprawach od lat niedokończonych. Rozcieńczyć przeszłośćą tę myśl nieuchwytną i już wiadomo, że to nie tym razem, nie w tej chwili… Może, jaki wiersz? Albo, takie jak to, słowo o niczym? No chyba, że to niemoc, byle nie starcza, bo za wcześnie, jakby…
Autoironik
czerwiec 1, 2007 autor: smutas

Czasem takie słowa niby o niczym, mówią tak wiele…:-)Czasem niespokojnośc słowom pozwala celniej ując to, co jest…
Właśnie, tak by się chciało “to, co jest” uchwycić :)