- Popieprzyły wam się priorytety!
Grzmiał Cherubin na siedzącego po drugiej stronie marmurowego biurka starego Stróża o obliczu pobrużdżonym wielowiekową, ciężką pracą.
- Wam się, zdaje się, zdaje, że działacie w pojedynkę, a nie w kolektywie! Wam ambrozja Wolę Bożą przesłoniła! Jak tak dalej pójdzie to się Dopustu doczekacie i skończycie przy czyśćcowych celach, jako cieć!
Anioł Stróż poruszył się niespokojnie na niewygodnym krześle i zerknął szybko na zwierzchnika.
- Nie patrzcie tak na mnie, bo sami sobie taki los kujecie. Wy, ten przebieraniec i ta zgraja zacietrzewionych, drobiowych młodzików! Dwa wieki ciężkiej roboty do kosza wywalacie! Jak ja będę wyglądał przed Serafinami na koniec kwartału? Ostatni raz was upominam, Bracie. Następna wpadka, pióropusze do magazynu i stróżówka! Czy to dla was jasne?! To jazda do roboty! – Walnął pięścią w stół.
Niespodziewanie do twarzy napłynęła mu krew, a pierś, nagle ściśnięta stalową obręczą bólu, nie podniosła się w kolejnym oddechu. Cherub potrząsnął gwałtownie piórami. Drobniutki puch zawirował w powietrzu.
- Won – zasyczał odwracając się by ukryć swój stan.
Stróż wstał bez słowa i ruszył do wyjścia. Za drzwiami czekała na niego nerwowo podgryzająca paznokcie gromadka młodych aniołów.
Krótko cię trzymał. Chyba nie było tak źle? Nawet nie było słychać żeby strzelał piorunami. Rozświergotały się poklepując go po plecach i uśmiechając sztucznie. Strząsnął z siebie ich dłonie, wyprostował. Górował nad nimi wzrostem i rozpiętością skrzydeł. Powiódł po nich wzrokiem, a oni uciszyli się zdziwieni tą demonstracją.
- Chcesz się wycofać? Przestraszyłeś się Gniewu Bożego?
Głos dobiegał gdzieś spod ściany. Dźwięczał metalicznie, nieprzyjemnie. Młodzież rozstąpiła się ukazując jego właściciela. Ubrany był na ludzką modłę. Świeżo wypastowane buty błyszczały smoliście wystając spod czarnej sutanny zwieńczonej bielą koloratki. Siedział przygarbiony z opuszczoną głową i rozpostartymi lekko skrzydłami. Stary Stróż był pewien, że była to wystudiowana poza, obliczona na efekt, jaki osiągało się przy wstawaniu, a który praktykowali aniołowie mizernego wzrostu. Nie mylił się, anioł powoli zaczął wstawać, rozpinając skrzydła aż do trzasku niebezpiecznie naciągniętych ścięgien. Młodzi cofnęli się przestraszeni. Spojrzał na nich pogardliwie.
- Bóg jest na wakacjach, nie wiadomo czy wróci.
To zdanie uzupełniło dramatyzm pieczołowicie odegranej sceny. Dało się słyszeć świst wypuszczanego zbiorowo powietrza.
- Daruj sobie te pokazy – stary wyga stał nieporuszony – I nie rób mi z gęby cholewy. Dałem słowo, podpisałem krwią, nie mam wyboru. Wracam na dół.
Zagrzmiało potężnie i Anioł Stróż znikł. Nikt się nie poruszył, chociaż moc i siła anioła zakonnika jakby zwiotczała i zmiękła w lekceważeniu, jakie przed chwilą mu okazano.
- Wy dwaj, od bliźniaków. – chlasnął ostrym tonem jak mieczem, odbudowując nadwątlony autorytet – Będziecie mieć go na oku, a reszta niech wraca do swoich zadań, wiecie, co macie robić.
Anioły znikały kolejno wśród mniejszych i większych eksplozji. Zakonnik zdematerializował się na końcu. Zrobiło się cicho i pusto.
W gabinecie Cherubina nie było ani pusto ani cicho. Gabriel klęczał obok nieruchomego ciała posapując ciężko. Masaż serca nie jest prostą sprawą. Uriel stał skupiony wpatrując się oczami Archanioła w pustkę przed sobą. Białka były całkowicie pozbawione tęczówki, a źrenice zwężały sie lub rozszerzały. Zaglądał w Otchłań.
- Nie widzę jego duszy – wyszeptał
- Pogięło… Cię… Czy… co… Przecież… – Gabriel nabrał głęboko powietrza przed usta-usta. Sprawdził czy resuscytacja coś daje i niezadowolony wrócił do rytmicznych ucisków klatki piersiowej.
- To… Cherubin… One… Nie… Umierają… – przerwał zrezygnowany – A Ten, rwa mać, wręcz przeciwnie.
- Dalej nie widzę duszy.
- A jak żył to widziałeś ślepy baranie?!
- Widziałem.
- No to, co chcesz teraz zobaczyć?
- O rzesz ty…
- W rzeczy samej Urielu, w rzeczy samej…
Teraz dopiero: C.D.N.

O Aniołach to ja lubię…
Pięknie,,,czekam na ciąg dalszy .Obiecuję się w tym sumiennie rozejrzeć i dać znać, czy zrozumiałam coś z tej angelologiii;-))/czy jakoś tak/
Spojrzał zapewne pieknym anielskim okiem;-)
Powinienem uzupełnić o mały fragment, co niniejszym czynię. Przepraszam, że teraz dopiero.
Kasiu nie czy jakoś tak, tylko właśnie angelologii:)
Ja też Didixi.
Kurcze, to się nazywa mieć ‘lekkie pióro’. :)
Czyżbyś Cherubinowi jedno wykradł? ;>
Genialnie napisane.
Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy.
Witaj Madziu, co przychodzisz z dobrym słowem:)