Jest w naszej rodzinie taka tradycja, że najstarszy męski potomek z najstarszego syna nosi imię Józef. Tak miał na imię najstarszy brat mojego ojca, mój dziadek – najstarszy syn mojego pradziadka, który będąc Józefem był też najstarszym synem prapradziadka, sam też był pierworodnym… itd.
Józef to ważne imię w naszej familii, on dzierży klucze historii, on przekazuje następnym pokoleniom znaki naszej tu bytności. Jestem pierwszym nie Józefem, który został obarczony i zaszczycony tym przywilejem, obowiązkiem(?). Przez wiele lat nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego.
Najstarsi z pokolenia zawsze byli twardzi. Oni decydowali o tym, w jakiej kolejności i komu trzeba pomóc. Na nich można się było wesprzeć, im powierzyć sekrety, od nich oczekiwać wybaczenia. Dla nowego pokolenia byli wzorcami i autorytetami. Każde młode chciało być takie jak wuj, dziadek, stryjek, jak Józef. Też chciałem być Józefem. Józefowie mieli barwne, ciekawe, nierzadko dramatyczne życiorysy. Skupię się na jednym, tym, w którego byłem wpatrzony jako berbeć i nastolatek, który do dziś jest dla mnie kimś ważnym i wyjątkowym.
Najstarszy brat mojego ojca. Niewysoki, szczupły mężczyzna o kędzierzawej bujnej czuprynie z od zawsze wplecionymi w nie srebrnymi pasmami. Kiedy się śmiał, śmiało się w nim wszystko, kiedy był poważny, wszystko dookoła zdawało się wsłuchiwać w tę powagę, bo za chwilę padnie pewnie jakieś ważne zdanie, słowo. Wszyscy się z nim liczyli, wszyscy go słuchali. Nie zabiegał, ani nigdy nie starał się o to by tak było, to się działo samo. Czasami wydawał się wstydzić i krępować, gdy zauważał, jakim szacunkiem cieszy się w całej rodzinie. Zawsze z przyjemnością opowiadałem, czego dokonał, kim był.
Na wojnę poszedł z ojcem. Do niewoli także trafili razem. Dziadek z odłamkiem w nodze ugrzązł w obozie jenieckim, wujek uciekał dwukrotnie. Za drugim z sukcesem. Dotarł do Francji i partyzantki, nie zabawił w niej zresztą drugo. Wydany przez jakiegoś francuskiego komunistę ucieka do Anglii. Potem Afryka i Włochy. Służył w II Korpusie Polskim w IV Wołyńskim Batalionie Piechoty, w ramdze porucznika. Przychodzi koniec wojny i znowu Anglia, dziewczyna niemówiąca po polsku, ale do serca i rozterki - Wracać, nie wracać? Wielu było przeżywających podobne dylematy, wielu zostało i wielu wróciło.
W 1949 bezpieka zgarnęła go wprost ze statku. Z więzienia wypuścili go tuż przed śmiercią Stalina. Do domu wszedł tak jak zszedł ze statku, tylko mundur na nim wisiał, a włosy nabrały tego szlachetnego srebrnego połysku. Podobno zamknął się w pokoju na tydzień, by potem przez całą noc rozmawiać ze swoim ojcem. Ponoć właśnie po tej rozmowie widziano dziadka z rękoma zakrywającymi twarz i łzami wypływającymi spod nich. Dzisiaj myślę, że te łzy uratowały go przed babcią, bo były to jedyne łzy, jakie widziała płynące z oczu jej męża. Moja babka, bowiem była twardsza i bardziej pryncypialna niż wszyscy Józefowie razem wzięci. Kochana i uwielbiana z tą samą mocą z jaką się jej obawiano.
Po tej rozmowie wuj Józef wrócił z wojny. Ożenił się, urodzili mu się dwaj synowie, co dziwne żaden z nich nie nosi imienia swego ojca, dziada, pradziada. Żadnemu z nich nie przekazano kluczy do rodzinnych tajemnic, wszyscy przysłuchiwaliśmy się opowieściom, które powierzała nam babcia. Wszyscy zaglądaliśmy do szafy gdzie wisiał jego i dziadkowy mundur. Szafy, w której babcia skrzętnie przechowywała historię, a my głodni bohaterskich tajemnic po każdej lekcji ukradkiem, jeszcze raz zerkaliśmy do niej chciwie, tak jakbyśmy zaglądali do Narni. Chcąc nie chcąc jesteśmy przesiąknięci jej zapachem, ścieżkami, które zaprowadziły nas tu gdzie jesteśmy.
Mój ojciec jest najmłodszym synem swojego ojca. Do tego tym, który zawsze przeciwstawiał się matce i obyczajom, dlatego był zaskoczony jej żądaniem, co do imienia swojego pierworodnego. Chyba tak samo jak tym, że „najstarszy” jego brata nie nosi magicznego imienia, jak mawia. Ustąpił tylko połowicznie, w zamian za zaakceptowanie żony.
Całkiem niedawno, tuż po śmierci wuja Józefa, opowiedział mi, co wydarzyło się podczas nocnej rozmowy między ojcem i synem. Dał mi też eksponat do starej szafy, małą książeczkę w czerwonej okładce ze zdjęciem mężczyzny o kędzierzawych, lekko szpakowatych włosach.
Dlatego wuj wyszedł tuż przed, nie po śmierci Stalina, też Józefa.
Tak oto moja babka ustami mojego ojca udzieliła mi ostatniej lekcji. Kocha się w naszej rodzinie ponad miarę, rozumie i wybacza. Nie zapomina się jednak nigdy, ani tego, że do niej należysz, ani tego, że ją zdradzasz.
Jestem, więc ni to Tomasz, ni to Józef. Facet z kluczami do tajemnic starej szafy.
Opowieści ze starej szafy 3
październik 12, 2007 autor: smutas

Symbolon, znak umowny, aby tradycji dać zadość. Czyny symbolikę zastępując, torują drogę nowemu znaczeniu, nie tracąc wartości pierwotnej.
Aż się chce smakować tekst wielokrotnie:-).
Tradycja… Czy nie tak miała mieć na imię jedna córeczka w “Misiu”?
Pisząc ten tekst uświadomiłem sobie, ogrom batalii stoczonej przez mojego ojca o moja mamę, nie tylko z rodziną. Kochał ją ponad wszystko i wszystko był dla niej gotów poświęcić.
Myśląc o babci nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jej „wszystko” było dokładnie zaplanowane. Nie wzięła pod uwagę jednak tego jak bardzo zmienił się świat po wojnie, jak bardzo zmienili się ludzie.
A dziadek? Po tej rozmowie z wujem Józefem już się nie podniósł, to była dla niego zdrada nie do usprawiedliwienia. Płakał wtedy, bo stracił syna, dziedzica. Zmarł, w 68 r. Stery rodzinne przejęła właśnie babcia.
Była osobą nieznoszącą sprzeciwu i nikt nie śmiał jej się sprzeciwić, oprócz mojego ojca. Nie wiem, na czym polegała tajemnica uwielbienia, miłości i szacunku, który ją otaczał. Mam takie wspomnienie, kiedy po jej pierwszym wylewie poszedłem ją odwiedzić. Nie doszła jeszcze całkiem do siebie i zdarzało jej się mylić osoby. Nie pamiętała mnie i bez przerwy myliła mnie z moim ojcem. Strasznie przeżyłem fakt, że uleciałem z jej pamięci, bardzo chciałem tam wrócić. Stało się tak tuż przed jej śmiercią, w 86, kiedy kazała ojcu o mnie dbać i przekazać “józefową spuściznę”, gdy dorosnę do tego. Rodzina nie potrafiła się z tym pogodzić, tylko wuj nie miał, co do tego żadnych zastrzeżeń. Ojciec czekał z tym parę ładnych lat, byłem już trzydziestolatkiem. Zawsze wydawało mu się to pomyłką. Ostatnie drobiazgi i zdjęcia oddał mi dwa lata temu. Czerwoną legitymację w tym. Dziwne to wszystko…
Rozglądając się po mojej rodzinie nie mam pojęcia, co z tym zrobić, a mój syn, gdybym go miał, chciałbym żeby nosił imię Barnaba. Oparłbym się tradycji? Chyba nie…
Świat zmienia się coraz bardziej i szybciej, coraz bardziej zmieniają się ludzie, a moja podszewka pachnie naftaliną. Wydaje mi się, że być Józefem to stać nad przepaścią dzielącą dwa pokolenia, dwie epoki. Nie mówię bym taki był, ale tamte dni znane mi tylko z opowieści żyją przecież w przedziwny sposób we mnie, identyfikuję się z nimi, ba czuję się ich właścicielem. Nie mam pojęcia jak to we mnie się godzi.
Są chwile gdy czuję się Józefem i bywam w tych momentach despotyczny, nie znoszący sprzeciwu. Wydaje mi się wtedy, że bronię spraw od dawna umarłych, dla mnie jednak wciąż żywych! Zdarza mi się też godzić pokłóconych, czy gasić spory. Nie chcieli mnie, a jednak…
Powiem to jeszcze raz: dziwne to bardzo i trwam w tym zadziwieniu, moją rodziną i czasem samym sobą.
Maro, przepraszam, że tyle czasu siedziałaś tu sama, ale byłem po konika.
Chciałem powiedzieć, że jazda z przyczepką to nieprzerwane pasmo przygód i zawałów pozornych;)
W rzeczy samej, miała być Tradycją.
Symbol to odniesienie, wzorzec, do którego możemy, a nawet powinniśmy dopisywać elementy własnej historii idąc z duchem czasu. Wówczas stanie się pokoleniową tradycją. Czymś, co mimo burz i nawałnic, sprzecznych poglądów, interesów własnych, będzie scalało rodzinę przy jednym ognisku.
„Była osobą nieznoszącą sprzeciwu…” Była tak samo krucha, jak każdy człowiek. Różna w odbiorze siebie samej, jak i przez innych widziana. Pełna niepokojów o słuszność w postępowaniu. Była latarnią skupiającą światło, a jednocześnie falochronem, o którego brzeg rozbijaliście swoją niepewność, niezadowolenie i żal.
Imię nadal pozostanie umowną tylko stroną awersu i rewersu monety. Twoje oczekiwania względem syna, będą mieszanką przenikającej się teraźniejszości z przeszłością, której ani chcesz się wyzbyć, ani pozbawić się kiedyś przyjemności przekazania pokoleniowej historii Twojego życia:-).
Nie nudziłam się wcale, Smutasku. Cienia skargi już nie usłyszysz, wyrzutu nie wyczytasz. Niecierpliwość wygasła, pozostawiając spokój łagodnej pewności powrotu.
lol