Idę coraz wolniej kroki stawiając,
W dłoni kostur z ręką zrośnięty
Rytm wybija ziemię smakując.
Przesiąka drogą nie syty podróży.
Sękiem każdy zakręt w nim odciśnięty.
Każda prosta liściem naznaczona.
Ty na nim kolorem zakwitasz,
Kto inny hubą przyrósł na zawsze.
Wydaje mi się, że jeszcze coś mówię,
A to gałęzie skrzypiąc rosną we mnie,
Czas nie przyśpiesza już, zwalnia
Kostura rytm z wolna w echu gaśnie.
Czas i życie. Dwie rzeczy, które człowiek połączył w jedno. Sprzągł przemijanie z odliczaniem. Podzielił okrąg małymi przecinkami, powymyślał mechanizmy z coraz większą dokładnością odmierzające odległość, jaka je na tym okręgu dzieli. Dlaczego? Po co?
Zawsze uważałem „czas”, ten odmierzany, wyliczony za sztuczny twór właściwy dla rozwijającego się cywilizacyjnie gatunku. Czas stał się dla nas niezbędnym elementem życia. Określa położenie lini życia względem osi czasu i kariery.
Oś kariery należy traktować indywidualnie, każdy z osobna określa, czym ta „kariera” jest. Uogólniając można by ją było nazwać sensem, chociaż może to zbyt abstrakcyjne pojęcie i dla wielu z nas oznaczona jako wartość „X”. Wartość nieznaną, a potrzebną przecież do samookreślenia, a więc podlegającą wzorowi na sens, czyli „X”. Co by musiało znaleźć się w takim wzorze? W jaki sposób określić sens? Co jest ważne? My go określamy, czy to on nas?
Pytania, pytania tak banalne, że się nad nimi nie zastanawiamy. Oczywiste jest tylko istnienie, ale istnienie nie jest stałą. Istnienie to zmienna, na którą ma wpływ wspomniany przeze mnie ludzki wynalazek „czas”.
„Kwadratura koła”, pomyślicie i ja się zgodzę, że to brednie, ale jeżeli zastąpię czas zwykłym przemijaniem, które ze swojej istoty dźwiga pierwiastek śmierci, ale nie jest napiętnowane schizofrenicznym tykaniem zegara wszystko wraca na swoje miejsce i można przestać grać na „czas”, można zacząć żyć.
Nie wymyślam świata od nowa, wystarczy rozejrzeć się dookoła, a zobaczycie ludzi, którzy właśnie tak przeżywają życie. Nie są ograniczeni czasem, często mówi się o nich dziwacy, pasjonaci, oryginały, nieprzystosowani, nadwrażliwcy. Zbyt często kwitujemy ich pobłażliwym uśmiechem zarezerwowanym dla nieszkodliwych wariatów. Żyją swoim życiem, albo we własnym świecie – tak się mówi.
Nie namawiam was do porzucenia czasomierzy, spóźniania się na spotkania, zapominania o „chlebie”, chcę tylko powiedzieć, że czas jest przesiąknięty strachem, a strach nie pozwala żyć. Nieświadomość przemijania i zdanie się tylko na odliczanie czasu między „tym i tamtym”, zabija w nas życie na długo przed tym nim nas dosięgnie koniec tej przygody. Przygody jedynej w swoim rodzaju, z której nie ma poprawki, nie da się jej po raz drugi ułożyć lepiej. Świat to wspaniale, cudowne miejsce, to piękno jest naszym domem, w którym rozstawiamy swoje meble, one ze swojej natury też są niepowtarzalnej urody i wdzięku.
A może trzymasz je w przechowalni? Ciekawe, na co czekasz?

w starych drzewach
dusze pokutujące skrzypieniem
ku niebu się rwą
niespokojne konary rąk wyciągają
oddane wiatrowi sypią liście
pod nogi zmęczonym wędrowcom
zza zakrętu przyszłość zagląda
ciekawa tego
który idzie
Moja babcia mawiała, że w drzewach mieszkają pokutujące dusze, a owe skrzypienia drzew to ich wołanie o pomoc…
Od 9 lat Ona mieszka pod takim starym klonem, a ja odwiedzając ją jesienią zgarniam z płyty kolorowe liście, wsłuchując się w te skrzypienia…
Bywałam gościem, dziś po raz pierwszy stałam się anonimem:)
To chyba przez te zamyślenia…
Pozdrawiam serdecznie.
To nic , to tylko jesień , z wiosną życie sie budzi:)
Przepraszam, dopisałem po waszych komentarzach, ale wydawało mi się, że powinno być razem.
Kasiu dobrze że Anonim, a nie na ten przykład Donos,
Że pięknie anonimujesz nie powiem, oczywiste, jakby:)
Pszenno, to idziemy spać na zimę? Ja tam jestem za, ale ty wolisz, zdaje się mrozy, śnieżne zwłaszcza;)
Dla towarzystwa , ja dodam dobrego, cygan dał się powiesić:) bądźmy dziwakami porzućmy czas , a może przekroczmy go dla potrzeby chwili i niech będzie wiosna:P
Czekam na całkowite wypalenie(?). Ono kojarzę z porzuceniem uczucia przeciekania czasu przez palce, presji pędzącej lokomotywy, w środku której dostrzegam istotniejsze sprawy niż widok za oknem. Przed wypaleniem, gdybym nawet wyskoczyła z pędzącego pociągu, nie umiałabym dostrzec odwagi tego czynu, nie umiałabym się z niego nawet cieszyć:-).
Jazda pociągiem to fajna rzecz.
Wybaczcie, nie mam czasu pisać zajmują mnie bieżące sprawy…
Właściwie, to staram się nie pisać i zajmować bieżącymi sprawami, ale jaka to różnica?
No ba! nie ma żadnego znaczenia , ale rozumiemy , a mając na uwadze to , że wirtuozom wszelkiej maści zwykło się wybaczać i w milczeniu czekać , tak więc czynimy jw:P
Właśnie zakończyłam sześciogodzinną podróż pociągiem – wcale nie było fajnie:P
Jedyne, co mnie radowało to ta jesień migająca za oknem:)
Lubiłem trasę Gdynia – Kraków. Wyjazd 22.50 przyjazd 9.45, cała noc spania;) W ciągu dnia stopem. Kurcze burżuj się ze mnie zrobił, dawno nie jechałem pociągiem, pewnie dlatego “fajnie”;)
Pszenno nie idzie mi pisanie, jakieś takie bardzo ponure wychodzi:(
Jak zwykle po fikcjach błądzę czasami, ale pomysłów za dużo i plączą się i jeszcze sny mam, które obraz zamazują do końca…
Powiem tylko, że jestem, gdyby się ktoś niepokoił
:)
Uśmiechnę się jako ja:) – sama
Żadnego roztkliwiania, żadnej tęsknoty, żadnego niepokoju.
No, coś Ty Smutasku…
Tak z nawyku klikam na ten adres kilka razy dziennie.
Smutaska rzecz być daleko, a Czytelników wiernie czekać, że tak zaintonuję nutą Alicji Majewskiej, przekręcając nieco tekst, nie zmieniając znaczenia:-).
Dbaj o siebie.
Leń :))
Tylko nie leń:P
Zrehabilitowany leń:)) to ja idę do Dyzia.
Maro wruszyłem się, nie wiem jeszcze czy mi wstyd, ale się czerwienię:)