Slowa potrafią zaboleć, nie dlatego, że niosą ze sobą złośliwość, czy przykrość, ale przez bliskość rzeczywistości. Takie słowa są nazbyt znajome, za bardzo “moje” one są niż “cudze”. Zapewne jest też tak z tymi ode mnie. A kot siedzi na biurku i domaga się uwagi. Już piszę jedną ręką. Druga nieopatrznie, przez chwilę, znalazła się w pobliżu jego głowy i została sprowadzona do roli poduszki. Miauczy, to też słowa, więc i ja odzywam się do niego. Za chwilę wejdzie mi na kolana, zaczaruje mrucząc. Wtedy wstanę i pójdę do salonu, włączę muzykę, lubi Pat’a Metheny, potem zajmę miejsce w fotelu, a on rozłoży sie na moich kolanach ponownie, już wygodnie, pewnie, bez zadrości. Nie lubi komputera i stukania klawiszy, znikam mu wtedy z oczu. Jak już będziemy siedzieć on zamiauczy ostatni raz przed zaśnięciem i z kuchni przydrepta drugi. Przeciągając się odpowie coś z progu, zaanektuje sąsiedni fotel, zwinie się w kłębek i zasną obaj. Ze stolika obok wezme książkę, którą kupiłem przedwczoraj - ”Kapłan” Krzysztofa Kotowskiego i zniknę pozostwiając dłoń w rzeczywistości, by mogła przez sen upewnić go, że jestem.

Warto, chyba :) posłuchać kota :)
kiedy mruczy żeby odejść od komputera :)
nie mam kota :( nawet dwóch nie mam :(
a mój pies uwielbia, kiedy siedzę przy komp i może ułożyć się przy nogach :)
zapytam go co on na to , żeby tu i kot rządził ;)
A ja nie mam żadnego zwierzaka. Kiedyś miałam psa. Lubiłam jego “bycie”. Właśnie chyba dlatego lubimy zwierzaki, ze mówią w języku, którego nie znamy, a takie słowa po prostu nie bolą…
Czasem słowa innych eksplodują we mnie kolejnymi słowami. Bacznie się im przyglądam – czasem łapię za kartki leżące na biurku przed mną i przed monitorem na brudno je spisuję. Potem wrzucam je w sieć, niektóre zostawiam w zeszycie. Od 1986 nazbierało sie parę tych zeszytów:)
A ja wprawdzie w domu nie mam zwierzaka/poza chomikiem/ to jednak na wsi u rodziców mam trzy koty, w tym jednego którego zaadoptowałam dwa lata wstecz. Raz był Zuzanką, potem Maćkiem, potem znów Zuzanką – wszyscy wkoło mieli problemy z określeniem kto zacz, kot to czy kotka? Stanęło, że to Zuzka. Aż pewnego razu przyjechał weterynarz, by koteczka nie miała małych koteczków. Spojrzał i rzekł – ja tu nie mam nic do roboty-to jest Kot. Maciek wyrósł na dorodnego kocura, który mruczy jak traktor. A trafił do nas latem aż spod Wyszkowa, chociaż teraz mieszka w Puszczy Augustowskiej.
Bazylio, z kotem przy dorosłym, prawie, psie byłbym ostrożny:)
Lubie te zwierzaki, o których się mówi, że są “złośliwe”, “niedobre”, czy co tam jeszcze. Lubię je za to, że mam szansę opowiedzieć im o przyjaźni. Cudek taki był. Kawał drania, pan domu, mocno niezależna natura, dyktator szaf i przedpokoju. Nikt do niego nie mógł podejść:) Teraz jest inaczej. Tataj zawsze był przylepa, ale sierota parkingowa, to się lepi. Strach przed Cudkiem każe mu tylko trzymać dystans do moich kolan.
Jest jeszcze Mr. T, ale to inna historia i inny rozmiar. Za nim tesknię bardzo. Bywam u niego, kiedy tylko mogę.
Dziękuję za troskę, jestem ostrożna :) marzenie o kocie jest w worku z marzeniami nierealnymi :)
Mr T ile ma w kłębie ? Podrap za uszkiem :)
Pannacotta ostatnio nauczyła się nie uciekać z kolan. wcześniej nie wysiedziała dłużej niż pięć minut, a teraz przysypia, przeciąga się, gryzie się w czubek ogona, nadstawia podbródek do podrapania. czasem mówi MRRR.
ale żeby nie było – nie wskakuje na kolana sama. łaskawie pozwala się porwać albo przychodzi, staje koło fotela i woła, żeby ją podnieść. ot, księżniczka :-)
Tomaszku ale są tez słowa które przytulają i kołyszą , nie dają wpaść w ponure, czarne dziury.
Mój kot Bambeusz, dla przyjaciół Bambiś;) to wielki indywidualista. Pokochał jedynie mnie, za to miłością bezwarunkową. Tylko mnie dopuszcza do głaskania za uszkiem i po brzuszku.Tylko mnie mruczy wprost do ucha bosanovy . No a ja wstaję o 5 rano by ugotować mu rybę , ja wielki śpioch ,bez cienie niezadowolenia, studzę, by nie poparzyła mojego Bambeusza, rybę i lekko ją solę …bo tak lubi najbardziej:))
Jako wlaścicielka psów nie rozpływająca się nad urokiem kotów:> nie oczekująca zrozumienia w tej kwestii , pragnę jedynie powiedzieć, że slowa przynajmniej niektore, potrafią rzucić na kolana, bez względu na intencję z rownie wielką silą, czy są mile łaskoczące czy podcinające skrzydla , one sa i bardzo dobrze!
Bazylio, widzę, że wgryzasz się w końskie tematy:) Odpowiem ile ma w kłębie, jak ty odpowiesz, co to jest “tranzelka”:)
Mademoiselle, zaiste księżniczka.
Są Justynko, na całe szczęście są. Oby zawsze były blisko nas.
Bambiś chyba też błękitnej krwi;) Moje wcinają surowe. Zabawa rybim ogonem to wstęp do mycia podlogi:)
Właśnie, bardzo dobrze Pszenno;)
Zanim uciekniesz, powiedz co Cię urzekło
/ zatrzymało,zaciekawiło/ w Kapłanie?
A tak naprawdę, to chciałam rzec, że trzymam kciuki.:)
Są również i takie słowa, których znaczenia nie jestem w stanie (d)ocenić w danym (pierwotnym) momencie. Niczym zdawkowe informacje, poprzez splot wydarzeń późniejszych przybierają relatywnie formę sztyletu, bądź subtelnego pocałunku.
Smutaska fascynuje mroczność i mruczność, domniemuję.
Przeczytawszy komentarze “Kapłana” – mroczność i tajemnica. Mruczność kocia, toż sama tajemnica mrocznych ścieżek. Reasumując Smutasek, to taki tajemniczy Ktoś, co lubi i chadza własnymi tajemnymi drogami, mrucząc przyjacielsko, czasami prychając na słowa bardziej “swoje”, niż “cudze”.
No proszę, jak mi się to ułożyło w gramotną całość;-).
Pozdrawiam serdecznie Smutasku:-).
Kasiu, jestem wielkim fanem polskiej fantastyki, fantasy. Ucieszyłem się, że są w “Kapłanie”: Ewy, Krzysztofy.
Nie urzekła mnie książka, a postać – Bzdet, że Cipuchy nie wspomnę:)
Reszta jedynie zaciekawiła.
Taki Mieszko, prawda, że interesujące?
Maro najładniej o tej mroczności poplątanej z mrucznością pisze Kossakowska w “Siewcy Wiatru”. Przeczytaj, warto. Powiem na zachętę, że o aniołach.
Ja też pozdrawiam:)
Hmm, jeszcze chwila a sięgnę po fantastykę,
a o tych aniołach, to na pewno:)