My Generation
marzec 9, 2008 autor smutas
Na imię mam Tomasz. Mam 39 lat i jestem uzależniony od walki z komuną.
Moje uzależnienie zaczęło się od tego, że z powodu daty urodzenia nie mogłem z nią walczyć, tak jak bym chciał, chociaż całe dzieciństwo i dorastanie spędziłem w PRL-u.
Rozpięty przekonaniami między Kuroniem, Wałęsą a Wajdą, przesiąknięty pytaniami Zanussiego, ugrzęzłem pamięcią w czasach buntu do tego stopnia, iż stał się on częścią mnie samego.
Urodziłem się za późno, by świadomie móc przeciwstawić się porządkowi świata, który zastałem i za wcześnie by potraktować go jak „dziadkowe opowieści”.
Jestem emigrantem we własnym kraju, określającym swój byt z perspektywy świata, którego już nie ma.
Nie potrafię zrozumieć nonszalancji i uśmiechu politowania na twarzach nastolatków, kiedy mówi się o czołgach i strzałach na ulicach, więzieniach, represjach, UB-ecjach, SB-ecjach.
Trudno jest mi też się pogodzić z prawdą o tym, że małostkowość i prywatne animozje mogą stanowić o tym czyją osobę uhonorować za ofiarność i wkład w dzisiejszą demokrację, a którą pominąć z powodów bliżej nieokreślonych. Nazbyt takie zachowanie przypomina mi „cenzorskie nożyczki”. W takich momentach zastanawiam się nad spuścizną zachowań, którą pozostawiła komuna i doprawdy nie wiem, czy aby została ona pokonana bezapelacyjnie.
Wydawało mi się, że historia to nauka ścisła, opierająca się na faktach, pozbawiona tak szeroko rozprzestrzenionej dziś zazdrości o wszystko: stanowiska, wpływy, władzę.
Wolność to dla mnie między innymi prawda, jej hołubienie i poszanowanie.
Demokracja zaś to nie tylko wolne wybory, to także szacunek władzy do praw jednostki i nie obrażanie jej inteligencji przez podchodzenie do minionych wydarzeń poprzez pryzmat własnej urażonej dumy.
Może się zdarzyć, że małym okazuje się człowiek na wysokim stanowisku. Może się zdarzyć, że ponad tę swoją małość będzie potrafił się wznieść i to uczyni go jeżeli nie wielkim, to, chociaż uczciwym.
Może się jednak stać i tak, że otoczy się ludźmi mniejszymi od siebie, by móc z góry przyglądać się swemu otoczeniu i przez jego pryzmat postrzegać wszystko. Nic mu wtedy nie pomoże, zostanie zapamiętany właśnie taki.
Któż pamięta dziś ludzi „mizernych”, na siłę chcących wdrapać się po drabinie nieśmiertelności?
Zacząłem od komuny i na komunie chcę skończyć.
Wrażliwy jestem na słowa, zachowania, gesty, jakich świadkiem było moje dzieciństwo i dorastanie, z tego powodu czasami krzyczy we mnie teraźniejszość: Precz z komuną!
Nie chodzi tutaj tylko o zagłuszanie pielęgniarek, czy o pominięcie Michnika, ale o całokształt kilku ostatnich lat…

Zazdroszczę zdecydowania. W tym wypadku , ja nie wiem…nie wiem czy gdybym była w wieku odpowiednim walczyłabym …wydaje mi się, że tak, ale jest we mnie niepokój, że tak mi się tylko wydaje. Straszny ten niepokój. Zwłaszcza gdy styka się ze zdecydowaniem i przekonaniem.
Właśnie niepokój o jutro jest tym, co zmusza do myślenia, tym co przez sam fakt zaistnienia napina mięśnie, tym co w końcowej fazie zamienia się w siłę i zdecydowanie.
Problem z tamtymi czasami był taki, że nie można było “walczyć o jutro”, bo nasze wmanewrowanie w machinę komunizmu było tak ogromne, że NIKT nie wyobrażał sobie, że mogłoby być tak jak dziś. Jedyna rzecz, jaką można było robić, to “walczyć na jakimś małym odcinku”, wybrać konkretny temat sprzeciwy, jak zrobił to np. KOR czy Uniwersytet latający, czy robotnicy z Wałęsą. Nikt nie walczył o “przyszłość” Polski, walczyło się o poprawę jakiegoś aspektu życia…
Didixi, zawsze byłem zaszokowany nadzieją ludzi, że system ulegnie przemianie na bardziej ludzki. Z czasem okazywało się, że to jedynie rotacja na stanowiskach, która zawsze w końcu pokazywała gdzie władza ma “nadzieję społeczeństwa”.
Jednak bez tej “walki na małych odcinkach”, o której piszesz, nic by się nie zmieniło.
Zawsze byłem pełen podziwu i szacunku dla Bohaterów tamtych czasów, jak by na to nie patrzeć stanęli na drodze do uśmiercenia dusz, torowali drogę wolności. Bez względu jak bardzo to dziś patetycznie brzmi, taka jest prawda.
Wystarczy popatrzeć na Rosję, w której mimo Gorbaczowa tak niewiele się zmieniło, a wiara w zmiany wydaje się głupstwem.
Tym bardziej drażni mnie dziś ton niektórych wypoiwiedzi. Tym bardziej jestem zadziwiony powrotem do sposów działania, czy manipulacji informacją, faktami.
Nie wiem dlaczego tak trudno jest się pogodzić z tym, że nie grało się “pierwszych skrzypiec” wtedy, skoro można na nich zagrać dziś, a przecież czasy mamy nie mniej ważne, ba ważniejsze, bo to nasza teraźniejszość, dziś zaczyna się przyszłość.
Taka małostkowość pomieszana z zazdrością nie prowadzi przecież do niczego dobrego.
Kamyczko, ja tez chcę wierzyć, że walczyłbym. Być może na szczęscie nie przekonaliśmy się o tym.
Pszenno i o to chodzi by sie zmieniało, nawet w działanie:)
Z innej beki: Myślisz, że warto zostawić czkawkę? Zaledwie zaczęłam. Ale skoro mówisz, ze cię bawi. Trochę się łamię. :(
Didixi, jak dla mnie “Czkawka” jest nie tylko zabawna, ale po prostu REWELACYJNA!
Pomysł z “Pamiętnikiem P. Rezydenta”, to strzał w 10. Rozkłada mnie zawsze na łopatki:)
Przy Maciarewiczu płakałem, Fotyga wycisnęła ze mnie oddech.
Dziewię się, że tak mało wejść jest na tę stronę.
Wszystko jednak zależy od Ciebie.
Ze swojej (nomen omen), strony mogę Cię zapewnić, że masz we mnie wiernego czytelnika i wędrujący baner reklamowy:)
Dopiero dziś odkryłam “Pamiętnik” i przychylam się do prośby Tomka:)) Pozwolę sobie też wskazać innym drogę-o ile nie będziesz miała nic przeciwko Didixi i zostawisz nam Czkawkę. I jeszcze Kapelusz i Mała Lunatyczka… szkoda,że ukryta, ale to już mówiłam:).
A jeśli idzie o notkę -coraz ostrzej widzę, coraz bardziej mi się nie podoba to, co widzę. Nie znam sie na polityce, pewnie za mało wiem. Tylko czasem zastanawiam się, czy o to Im /Nam Wam/ wszystkim szło?