Ewolucja kąpieli, czyli wanna i rozmowy bez sensu
marzec 13, 2008 autor smutas
Bosko jest wyciągnąć się w wannie. Ciepła woda, cisza, oczy lekko, albo i całkiem przymknięte, ech…
Zachciało mi się wczoraj takiej kąpieli beztrosko rozleniwionej, gdybym jednak wiedział wtedy to, co wiem dziś olałbym chęć moczenia ciała w ukropie.
Tak w ogóle trzeba by zacząć od remontu, jaki łazienka, razem z sąsiadami, przeżyła jakiś czas temu. Wtedy to właśnie podjąłem, brzemienną w skutkach, decyzję o pójściu z duchem czasu i zastąpieniu wanny natryskiem. Taki natrysk to fajna rzecz można piorunem załatwić wieczorną, albo poranną toaletę. Można też zafundować sobie rozluźniający masażyk po nużącym dniu. Nie da się jednak wyciągnąć nóg w poziomie, bo w pionie i owszem wyciągać można wszystko.
Stoję, więc sobie prawie wieczorową porą w drzwiach łazienki, nasączony kąpielową ochotą, kiedy nagle ni stąd, ni zowąd myśl odkrywcza moją jaźń ubodła:
- Kabina prysznicowa jest ewolucyjną emanacją homo sapiens, w pionie. Ostatecznym oddzieleniem człowieka od człekokształtnych. Kropką nad drzewem, z którego zleźliśmy.
Pożałowałem, że nie jestem małpą, gdybym był pewnie miałbym wannę do dziś…
Takie rozważania snułem kłując rozczarowanym wzrokiem w szklane drzwi natrysku.
Jest jednak we mnie, wbrew Darwinowi, coś z muła, więc nie zrezygnowałem z kąpieli, nie pamiętałem tylko, kto tę wannę może mieć…? Postanowiłem wykonać „telefon do przyjaciela”. Oczywiście, na moje nieszczęście, do tego, który mieszka najbliżej.
- Jerzy, czy wy macie wannę?
Posapująca cisza.
- Jurek?
- Wielkanoc teraz będzie, prawda?
Padło ni z gruszki, ni z pietruszki. Pewnie z drzewa…
- Nooo, Wielkanoc.
- No to, po co ci wanna?
Nie powiem, zbił mnie trochę z tropu, ale Jerzy myśli nieszablonowo, jak to psycholog, trzeba się skupić żeby nadążyć za wartkim nurtem skojarzeń.
- Jak to, po co?
Zdziwiłem się, by zyskać na czasie, jednocześnie myśląc intensywnie, co ma piernik do wiatraka? Wiecie: przyjaciel przyjacielem, a psychologiem nie przestaje być.
- Nie wiem, po co ci wanna przed Wielkanocą. Karpia pławi się do Bożego Narodzenia.
Strzelił i już wiedziałem, że nie będzie łatwo.
- Nie lubię karpi, wolę pstrąga…
- Baraninę na święta będziesz robić?
- A masz tę wannę, czy nie?
Starałem się wrócić do meritum, jednak w przypadku Jerzego nie jest to takie proste. Kiedy już raz „załapie” temat ciężko go od niego “odkleić”, tym bardziej, że poczucie humoru przewyższają w nim jedynie kwalifikacje zawodowe.
- Chyba nie masz żywego barana? - zapytał się chyba drwiąco…?
- A co, myślisz, że barany też się „pławi”?
- Przed Wielkanocą, czy Bożym Narodzeniem?
- ??? Wigilia jakby postna jest…
- Niby tak, ale my mamy wino.
Jezusie Nazareński, ile się człowiek namęczy zanim się wprosi do kogoś na kąpiel…
- W wannie?
- Nie, na stole. Myśl logicznie Tomuś.
Pomyślałem.
- Staram się, jak mi Bóg miły, staram się.
- To co, przyjdziesz?
- Teraz?
- No, a kiedy jak nie teraz? Niby, po co o tej wannie jęczysz?
- To macie wannę?
Ucieszyłem się, że udało mi się w końcu wyciągnąć jakąś konkretną informację.
- Ja o winie mówię.
Tu mi ramiona opadły, a oczy zaszły łzami. Odpowiedziałem krótkim:
- No
- Tylko pieszo, nie samochodem.
- Przecież to oczywiste.
Oburzyłem się.
- Auta nie da się pławić w wannie przed Wielkanocą.
Dokończyłem i odłożyłem szybko słuchawkę.
No i dziś boli mnie głowa, przez kąpiel. Jakby się ktoś pytał i chciał dobrej rady to powiem krótko: Nie rezygnujcie z wanny w domu! Wasz przyjaciel (niech go w butelkę nabiją), też jej nie ma, ma za to głowę mocniejszą od was.

Cudne wymiana zdań:D Miałam wrażenie, jakbym uczestniczyła w tym wartkim ciągu skojarzeń.
A ja mam wannę /lalalala/ i nie oddam jej za żadne skarby!
Wyciągnąć się tak w niej, książkę zawilgocić i nie spieszyć się, nie być przez jakiś czas… :)
Znaczy, że co…. to piliście z brodzika czy chochlą :D
Otwiera leniwie oczy
Oj…a jesli ktoś wyskoczy?
A nie…. to tylko lęki
Pozostałość wczorajszej męki …
A my zrobiliśmy sobie natrysk nad wanną… Taka długa kabina natryskowa, mozna łapy rozstawić szeroko i udawać samolot w deszczu… A jak się chce to okręt podwodny w częściowym wynurzeniu… Z winkiem stojącym na pralce… Gazetką włapce… Zazdrościsz już, czy jeszcze mam gadać? :P
Zazdroszczę Didixi, bo karpia nie udało mi się jednak poudawać.
Okazuje się, że wszyscy mają wanny, tylko za daleko:P