W jednej z książek Koontza, było to ładnych parę lat temu, przeczytałem zdanie mówiące o poukładanej, wręcz matematycznej strukturze jazzu. Zafrapowało mnie ono do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać, dlaczego ja ten cały jazz tak lubię skoro tak niepoukładany ze mnie człowiek? Odpowiedź, jak zwykle, jest prosta i oczywista, oczywiście nie dla mnie, ale co tam, ważne, że ją znam (chociaż nie zawsze się z nią zgadzam). Wiecie, sam o sobie wolę myśleć, jako o człowieku skomplikowanym i głębokim. Niestety bywa, że tak głębokim, iż czasem trudno jest mi z tej głębi wydobyć jakąś sensowną myśl odpowiadającą bogactwu tego bezkresu (kto mnie trochę zna wie, że to autoironia).
Co ma z tym wspólnego jazz? Ano ma.
Jazz przy pewnej trudności, jaką sprawia jego odbiór, to wbrew pozorom muzyka prostych dźwięków. Wiem, że to paradoks, ale tak właśnie myślę. Prosta jak dwa razy dwa. Ważne jest aby dać się ponieść fantazji, improwizacji i zapisać te najprostsze działanie, za pomocą ułamków dziesiętnych, zwykłych, rozpisać na setne, czy jak się, komu podoba.
Zawsze jednak pozostanie tym niepozornym zapisem podstawowym dookoła, którego budujemy teorię pozornie niepowiązanych dźwięków.
Ze mną jest tak samo. Choćbym nie wiem, jak bardzo starał się opisać, przedstawić siebie jako niepospolitą, czy wręcz wybitną jednostkę, to pozostanę tylko człowiekiem z pragnieniami, marzeniami, które współdzielę z innymi tak do mnie podobnymi ludźmi. Różnimy się tylko słowami, którymi opisujemy świat i siebie samych, w ułamkach, przecinkach.
Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę zunifikować człowieka, chcę tylko powiedzieć, że wierzę w siłę, jaką człowiek dysponuje, w sumę zjednoczonych marzeń, dążeń, pragnień, w możliwość porozumienia mimo.
Dwie rzeczy są odpowiedzialne za tę notkę.
Po pierwsze polityka, którą coraz trudniej jest mi ogarnąć i pojąć. Coraz mniejsza jest we mnie tolerancja na tworzenie przepaści dzielących nas na tych i tamtych. Zaczyna brakować w tym sensu, merytorycznych argumentów. Wydawało mi się, że czas bezsensownego dzielenia mamy już za sobą, nie byłem przygotowany na to co oglądam i słyszę. Mea culpa.
Cóż, zapewne kiedyś przyjdzie dzień opamiętania, bowiem ubi culpa est, ibi poena subesse debet.
Po drugie płyta Herbie Hancocka „River”, której słucham ostatnio od nowa i od nowa i od nowa i od nowa…
All that jazz
marzec 16, 2008 autor: smutas

Najprostsze dżwięki malowane słowami czy niesione nutami , są najwiekszą subtelnością wyrażonych emocji , na tle skomplikowanej interpretacji zasłuchanego :) Nie wiem czy kiedykolwiek polubię jazz, ale wiem, że udało mi się polubić Twoje równania z ulamkami . Lubię tę Twoją gmatwaninę myśli :)
Ciszę niespokojne nutki wypelniają, sluchając ich czuję się mało skomplikowana, ale słucham dalej !
Pozdrawiam :)
Taka postawa bywa czasami brana za szpagatowanie;)
Pozdrawiam
A gdzie ten szpagat widzisz jagusiu, oświeć mój nieskomplikowany umysł :)
Przekonuj się Pszenno powoli i spokojnie, nie przedawkuj:)
Witaj Jagusiu:)
Myślisz, że faktycznie ścięgna w niebezpieczeństwie?;)