Na sznurach bielą rozsiadły się prześcieradła
Ich rozkołysane wiatrem skrzydła bledną
Ich rozkołysane wiatrem skrzydła bledną
Wilgotne jeszcze pamięcią zaspanego wczoraj
Pod drewnianych szczęk uściskiem schną najszybciej
Zdawać by się mogło, że w szamotaninie swojej szepczą
Nikt jednak nie wie, co i komu, więc mówi się – szeleszczą
I tak z tym szumem na papier zwęgla się to, co było wierszem
I tak wśród nocy pierwszej ich świeżość przeszywa dreszczem.

Udanego weekendu wszystkim:)
Bywaj zdrów i wracaj zdrów:))