Wszystko zaczęło się od wielkiego wybuchu, wiec by nie hołdować zanadto kreacjonizmowi i ja od niego zacząłem, powiązując go z reorganizacją ulubionych i małym treningiem, co widać po wcześniejszych wpisach.
Wiosna idzie, a wiosna to czas zmian, narodzin nowego, budzenia się ze snu rzeczy uśpionych, zapomnianych, ja chcę obudzić siebie, pomijając Hirków, Cześków itp. itd. Zapewne pojawią się tu od czasu do czasu przywołani wyobraźnią i potrzebą opowiedzenia czegoś, co Smutasa frapuje, zastanawia, gorszy, co nie jest oddechem przeszłości lub majakami dnia codziennego. Droga, którą uwieczniłem powyżej, nie jest przypadkiem. Nosiła i znosiła mnie i moją tęsknotę w dniach bardzo burzliwych, tęsknotę bardzo konkretną i tę bardziej abstrakcyjną. Do kogo, do czego na razie nie napiszę wszystko ma swój czas, a chronologia zdarzeń wymusza milczenie. Jak się zorientowałeś zabłąkany podróżniku, wkraczasz w świat intymnie osobisty. Nie pamiętnikowy, nie chciałbym sprowadzać tego miejsca li tylko do tej funkcji. Jest ono naznaczone obcowaniem mnie samego z Dorianem Grayem. Nie musi Ci się podobać to, na co patrzysz, tu nie ma scenicznej improwizacji, a ja nie jestem aktorem w Twoim teatrze, chcę się dowiedzieć tylko czegoś o sobie. Nie licz, więc że silić się będę na wyszukany styl i fajerwerki, spodziewaj się raczej gmatwaniny myśli lub nieudolnych strof. Najtrudniej, bowiem jest rozmawiać z samym sobą i wobec siebie być szczerym.
Tyle tytułem wstępu, po wielkim wybuchu. Żeby czytać dalej musisz podjąć pewien trud i przejść do Kategorii, tam znajdziesz kolejne wpisy, ta strona ma Cię tylko przywitać lub zatrzymać. Sam także dokonujesz wyboru między rolą milczącego świadka, a tym, który głos chce zabrać.
